Bardzo często spotykamy się w pracowni z pytaniem o to – jaki jest najodpowiedniejszy wiek by dziecko rozpoczęło „profesjonalną” naukę rysunku ? Przez „profesjonalną” należy tu zapewne rozumieć rysunek oparty na określonych zasadach naukowych (perspektywa i światłocień), rysunek z natury czy tzw. rysunek architektoniczny. Intuicja i doświadczenie podpowiadały mi zawsze, że najniższym, odpowiednim wiekiem dla dziewcząt jest 10 lat a dla chłopców 11 lat. Niedawno natknąłem się na książkę pod tytułem „PLASTYCZNE UZMYSŁAWIANIE PRZEDMIOTÓW” napisaną przez Ludwika Misky we Lwowie w roku 1922 a skierowaną do nauczycieli sztuki rysunkowej.  Warto zacytować tutaj część tego opracowania:

„OBRAZOWANIE PRZEDMIOTÓW PŁASKICH 

Dla nauki, jeśli ona ma być poważnie traktowana, najodpowiedniejszem ćwiczeniem może być studjum natury bezpośrednio z niej robione. Powiedzenie to byłoby niebezpieczne, gdybyśmy zaraz nie dodali zastrzeżeń i wyjaśnili, jak je należy rozumieć. Dziecku postawić modelu nie możemy, bo ono i tak nie rysuje z niego, lecz robi co innego. Chłopcu starszemu dopiero -gdzieś po 10-tym roku życia i to nie zaraz możemy przedmiot pozostawić jako model. Co do pierwszego, należy zauważyć że, nie potrafi z konsekwentną systematycznością studjować. Funkcja bowiem zupełnie nie odpowiada jego ustrojowi; o obserwacji szczegółowej nie może być mowy. Ono (dziecko) umie opowiedzieć kreską czy plamą tylko ogólny wygląd przedmiotu, zasadniczo scharakteryzować typ bez odtwarzania cech właściwych jednemu danemu indywiduum

Np, ptaka zobrazuje jako przedmiot z jakimś dzióbem, skrzydłami i ogonem; jakiego zaś kształtu będzie ten dziób, jak będzie wyglądat ptak w sylwecie, jakie sa jego skrzydła i ogon, to mu już obojętne. Ono zrazu odróżnia tylko ptaka od konia i żaby, nie odróżni zaś bociana od papugi; odróżnia zatem typowe różnice, nie widzi zaś różnic indywidualnych ani nawet rodzajowych. Lukowato zagiety dziób papugi od długiego cienkiego dzióba bociana zdoła dopiero zczasem odszczególnić, gdy obydwa okazy widzi tuż przed sobą tak, ze silne różnice rzucają się w oko. Zdolność rozróżniania wzrasta wraz z wiekiem dziecka i postępuje stopniowo przez wyodrębnianie cech przedmiotów coraz podobniejszych tak, że wreszcie odróżni ono i czaplę od bociana, wróbla od trznadla. Rysowanie odbywa się na podstawie doświadczenia i dziecko wie, jak wygląda koń czy słoń, nie potrzebuje go widzieć nawet w tej chwili. Wystarczy, jeśli wogóle kiedyś wi- działo -przypuśćmy słonia w ilustracji, by już mogło narysować to zwierzę z ruchliwą trąbą, z dużemi obwi- słemi uszami, z walcowatemi ciężkiemi nogami. Świeżo oglądane niezawodnie silniej utkwi w jego wyobraźni i w rysunku lepiej wypadnie niz rysowane jedynie zoe wspomnień – na podstawie dawniejszego oglądania; ale z tego nie sądźmy, że model stojący przed dzieckiem da mu możność lepszego narysowania-o ile przez to ,lepsze rozumiemy trafniejsze odtwarzanie szczegółów przedmiotu przy rysunku. Bo dziecko prawie nie patrzy na model, rysuje pochylone nad swoim blokiem i tworzy tak, jak mu sie zdaje, że będzie dobrze, a nic je nie obchodzi, jak tam jest na modelu. Jużto dobitny przykład daje Kerschensteiner w swojem dziele „O rozwoju uzdolnienia rysunkowego u dzieci”, gdzie podaje, jak duży procent dzieci obrazujących niby z modelu” ptaka ustawionego głową w prawo, narysowało go tak, że dziób był w lewo zwrócony. Bo cóż je to obchodzi, skoro namalowało niewątpliwie ptaka, co ma dziób, skrzydła, ogon i t. d i skoro nikt nie powie już, że to wąż lub żółw. Ponieważ zatem dziecko operuje symbolami, dając tylko zasadnicze pojęcie rzeczy, a cechy indywidualnego przedmiotu sprowadza pod ogólne znamiona typu, rzec można, że dlań model nie istnieje. Więc na cóż mu rysunek z modelu?”

Trudno się z powyższym tekstem nie zgodzić. Moja rada brzmi zatem podobnie. Dajmy dzieciom być dziećmi i rysować to co one chcą… i niech się nawet ponudzą przy bloku rysunkowym czy kartce. Nic nie szkodzi !!!